Powrót do korzeni, czyli indyjski snooker

Jubbulpore, Indie. Rok 1875. W kantynie oficerskiej angielskiego pułkownika, sir Neville’a Francisa Fitzgeralda Chamberlaina trwa zażarta batalia, w której główną rolę odgrywa kilkanaście kulek wykonanych z kości słoniowej. 

Gra się nie klei, kule nie wpadają, mnożą się błędy, a wściekły i zrezygnowany pułkownik przysięga na wierność Królowej Wiktorii, że nigdy więcej nie zdecyduje się już poświęcić swojego cennego czasu na tę szatańską zabawę, którą nazwał snookerem.

Całkiem możliwe, że właśnie tak wyglądała pierwsza partia tej gry. Nowej, nieznanej wówczas nigdzie, poza Indiami, rozrywki, która kilkadziesiąt lat później, dzięki przywiezieniu jej na Wyspy Brytyjskie przez oficera Johna Robertsa, porwała setki tysięcy rodaków sfrustrowanego pułkownika Chamberlaina.

138 lat później czerwone kulki, choć w tym wypadku zwane już wyłącznie bilami, uzupełnione również tymi w innych kolorach, powracają do swojej ojczyzny. W dniach 14-18 października New Delhi będzie gościć najlepszych zawodników globu, którzy powalczą w rankingowych zawodach o nagrodę w wysokości 50 tysięcy funtów i przejście do historii, które bez żadnych wątpliwości zagwarantuje triumf w kolebce snookera.

Mnie, jako dziennikarza zajmującego się tą dyscypliną sportu, ale przede wszystkim jako fana, najbardziej interesują dwie kwestie związane z pierwszą edycją Indian Open. Pierwsza dotyczy frekwencji miejscowych kibiców, a druga postawy dwóch najlepszych snookerzystów tego kraju – Aditya Mehty i Pankaja Advaniego.

I w zasadzie to właśnie te dwa nazwiska mogą mieć kluczowe znaczenie w sprawie wypełnionych trybun w Meridien Hotel. Jeżeli Hindusi zagrają na miarę swoich możliwości, a zarówno Mehta, jak i Advani posiadają spore umiejętności i są w stanie osiągnąć dobre, a nawet bardzo dobre rezultaty, to indyjscy kibice mogą być świadkami pięciu dni wypełnionych nie tylko snookerem na najwyższym poziomie, ale również sukcesem swoich reprezentantów.

Pankaj Advani i Aditya Mehta

Osobiście za obu wspomnianych panów trzymam kciuki i cieszy mnie, że w pierwszej rundzie zmierzą się z rywalami znajdującymi się obecnie w kiepskiej formie. Ten młodszy, czyli Mehta (tegoroczny zdobywca złotego medalu Igrzysk Sportów Nieolimpijskich – przyp. GP) zagra z Peterem Ebdonem, a starszy, będący, co warto odnotować, wielokrotnym mistrzem świata w bilardzie angielskim, walczyć będzie z Marcusem Campbellem. Przy ogromnej presji, jaka będzie im towarzyszyć, słabszy przeciwnik i wsparcie własnych kibiców to idealne zestawienie często gwarantujące sukces.

* zdjęcie zamieszczone w artykule pochodzi ze strony http://post.jagran.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>