Chińcyki trzymają się mocno!

Cóż tam, panie, w snookerze?
Chińcyki trzymają się mocno!?
A, mój miły gospodarzu,
mam przez cały dzień dosyć Chińczyków.

Od kiedy pamiętam chodziły pogłoski, że snooker zostanie zdominowany przez reprezentantów Państwa Środka. I chyba trzeba uczciwie przyznać, że obecnie jesteśmy już tego zdecydowanie bliżej, niż dalej.

Trzy ostatnie rankingowe finały to wewnętrzne batalie Azjatów – Ding Junhuia i oponentów, czyli Xiao Guodonga, Aditya Mehty i Marco Fu. Gdyby jednak przyjrzeć się bliżej wynikom trwającego sezonu zauważymy, że w Australii najlepszy okazał się ten trzeci, który wystąpił także w decydującym starciu ET 3, w finale World Games grali Liang Wenbo i Mehta, APTC 2 wygrał Ju Reti, a Ding, poza serią triumfów, zanotował także finałową porażkę w ET 5.

O ile Hongkong z Marco Fu, Indie z Aditya Mehtą i Pankajem Advanim, czy Tajlandia na czele z Jamesem Wattaną i kilkoma młodziakami wielkiego szału (jeszcze, albo już) nie robią, o tyle cała rzesza Chińczyków, której przewodzi najlepszy snookerzysta ostatnich tygodni, zdecydowanie tak.

Ding Junhui, gdy jest w formie wydaje się być nie do zatrzymania. Trzy tytuły w trzech ostatnich rankingowych turniejach to rzecz niespotykana, czego najlepszym potwierdzeniem jest fakt, iż ostatni raz podobna sytuacja miała miejsce ponad… 20 lat temu i była dziełem genialnego i legendarnego, Stephena Hendry’ego.

A następcy, mimo, że Ding ma dopiero 26 lat już rosną. I to w jakich ilościach!

W ostatniej edycji młodzieżowych mistrzostw świata amatorów do najlepszej czwórki awansowało aż trzech Chińczyków – Zhou Yuelong, Yuan Sijun i Lu Ning. Przypadek? Nie, bo rok wcześniej było identycznie! Wówczas w półfinałach czempionatu zagrali Zhu Yinghui, również Zhou Yuelong i Lu Haotian. Składy uzupełniło dwóch Anglików, ale jak nie trudno się domyślić, obaj dość znacząco polegli w walce o ostateczną rozgrywkę. O listach najwyższych brejków nawet nie wspominam, bo tam dominacja wspomnianych oraz ich niewiele młodszych i niewiele starszych kolegów, dla których wbicie trzycyfrowego podejścia to bułka z masłem, była wręcz miażdżąca.

Biorąc pod uwagę, że wcześniej podobne zawody wygrywały takie tuzy jak Neil Robertson, Ding Junhui, Ronnie O’Sullivan, Ken Doherty czy Peter Ebdon to wymienionym na pewno talentu nie brakuje i jeszcze nieraz zobaczymy ich w zaawansowanych etapach turniejów rankingowych. Szczególnie, że taki Zhao Xintong, nie grający wcale w półfinałach dwóch ostatnich edycji MŚ U21, w tegorocznym International Championship zniszczył legendarnego Steve’a Davisa i aktualnego wicemistrza globu Barry’ego Hawkinsa tracąc w meczach do sześciu wygranych łącznie… dwa frejmy!

Robi wrażenie, prawda?

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że za kilka lat, w czołowej szesnastce Main Touru, tak bardzo prestiżowej i do niedawna piekielnie trudno osiągalnej, przeważać będą snookerzyści właśnie z tamtego rejonu świata. Całkiem możliwe, iż będzie w zasadzie tak jak teraz – z jedną znaczącą różnicą. Mianowicie, w tej chwili dwóch Azjatów jest otoczonych rzeszą Wyspiarzy, a w niedalekiej przyszłości dwóch reprezentantów Wielkiej Brytanii będzie osamotnionych w gronie czternastu rodaków Dinga, a może także Fu, Mehty, czy Wattany.

Ding Junhui

Czy to dobrze? Nie wiem. Czy to źle? Też nie wiem. Wszystko zależy od punktu widzenia. Na pewno trzeba zauważyć, iż z każdymi kolejnymi zawodami chińscy, bo to jednak przede wszystkim tam wszystko rozwija się najszybciej, organizatorzy lepiej wypełniają swoje obowiązki. Identycznie sprawa ma się z kibicami. Wciąż zdarzają się błyskające flesze w momencie uderzeń, czy inne mało interesujące wybryki, ale porównując to wszystko z początkami przygody zielonego stołu i kilku kolorowych kulek w tych okolicach, różnica jest kolosalna. Niemal tak duża, jak rzesza azjatyckich zawodników zalewających snookerowy świat.

Dla kibiców snookera w Europie jeden problem na pewno jednak pozostanie niezmienny i pewnie dlatego rozgrywki w Pekinie, Szanghaju, Chengdu czy Haikou zawsze będą traktowane po macoszemu. Jaki? Godziny rozgrywania meczów – w środku nocy lub nad ranem polskiego czasu. I to faktycznie jest spory problem, który biorąc pod uwagę to jak mocnym i ważnym punktem dla obecnego snookera są Chiny i w ogóle cała Azja dająca zainteresowanie kibiców, pieniądze sponsorów i ogromne grono utalentowanych graczy, można, a nawet trzeba, po prostu, zwyczajnie, wybaczyć.

* zdjęcie zamieszczone w artykule pochodzi ze strony http://www.dailymail.co.uk/sport/othersports/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>