Metamorfoza Shauna Murphy’ego

Emocje po turnieju w Gdyni powoli opadają. Cztery dni snookerowego święta nad polskim morzem były fantastycznym wydarzeniem dla każdego fana tej dyscypliny sportu.

Najlepsi zawodnicy świata na wyciągnięcie ręki, mecz za meczem na świetnie prezentującej się arenie w Hali Sportowo-Widowiskowej, sporo wysokich brejków i wyrównanych pojedynków, wielkie sportowe emocje. Po prostu – snooker w najlepszym wydaniu.

Duża w tym zasługa najlepszego gracza tegorocznej imprezy, Shauna Murphy’ego. „Magik”, który w Gdyni od początku prezentował znakomitą dyspozycję, ostatecznie wygrywając całe zawody, sięgnął po pierwszy rankingowy tytuł od 2011 roku. Wówczas, były mistrz świata okazał się najlepszy w Wielkim Finale cyklu PTC. Aż trudno uwierzyć, że tak znakomity snookerzysta musiał czekać na cenny laur prawie trzy lata.

A jednak musiał. Aż do drugiej edycji Gdynia Open, w której okazał się totalnie bezkonkurencyjny, a warto przypomnieć, że trafił do tej znacznie trudniejszej części drabinki. Na drodze do tytułu stali m.in. Stephen Maguire, Stuart Bingham, Judd Trump, John Higgins, Barry Hawkins, Mark Davis czy Mark Selby. W bezpośrednich starciach pokonał tylko tych dwóch pierwszych, ale to absolutnie nie jego wina, że pozostali „wybili” się między sobą lub niespodziewanie odpadli z outsiderami. Wręcz przeciwnie, chwała Murphy’emu za to, że od początku do końca chciał wypaść jak najlepiej i dążył wyłącznie do jednego – do wygrania zawodów. No i ten brejk maksymalny! Fantastycznie skontrolowany, perfekcyjny, wybitny. Najlepszy jaki miałem okazję widzieć w życiu. Również dlatego, że pierwszy oglądany na żywo. Raz jeszcze – dzięki Shaun za to, że to zrobiłeś!

O tym, że 31-letni snookerzysta grać przy dwunastostopowym stole potrafi było jednak wiadomo od dawna, nawet wtedy, gdy forma, była mówiąc delikatnie, w lesie. Problemem byłego mistrza świata było zawsze coś innego – kwestia zachowania, sposobu bycia i podejścia do rywalizacji.

W Gdyni z wielu stron słyszałem głosy, że to zdecydowanie jeden z najsympatyczniejszych zawodników w całym gronie profesjonalistów. I trudno się z tym nie zgodzić. Anglik bił brawo publiczności po każdym spotkaniu pokazując tym swój szacunek i wdzięczność, obdarowywał kibiców kredą udowadniając, że dba o swoich fanów, szczególnie tych najmłodszych, pozował do zdjęć i nie odmawiał autografów, a także szczerze dziękował za mecze kolejnym przeciwnikom. Poza tym wiecznie uśmiechnięty, zadowolony, szczęśliwy.

Shaun Murphy

Shaun Murphy

Myślę, że sporo osób pamięta jakim człowiekiem był Murphy jeszcze kilka lat temu. Przez wielu wręcz znienawidzony, butny, przemądrzały. Chyba każdy z kibiców ma w głowie słynny „incydent z kredą” w potyczce ze Stephenem Maguire’em.

A to nie jedyny występek dawnego „Magika”. Angielski gracz wiele razy krytykował z przeróżnych powodów swoich rywali, często kompletnie błahych jak np. zbyt długa… przerwa toaletowa w czasie meczu. Nie omieszkał także wypowiedzieć się na temat „zaangażowania” Ronnie’ego O’Sullivana podczas niektórych turniejów przyznając jednocześnie, że „Rakieta” nie zasługuje na aż tak duże wsparcie kibiców, jakie jest mu okazywane lub zwyczajnie wyśmiać Neila Robertsona za to, że Australijczyk zapomniał na półfinał mistrzostw świata zabrać ze sobą przedłużki.

A teraz? Metamorfoza. Całkowita. Kompletnie inny człowiek.

Trudno sobie wyobrazić, żeby obecnie Anglik był w stanie zrobić coś podobnego. Coś, co w przeszłości bywało u niego codziennością. Tak samo trudno, jak ciężko było uwierzyć jakiś czas temu, że to właśnie o Shaunie Murphym będzie można powiedzieć, że to cholernie miły, sympatyczny i dobry człowiek. A można. Bez zająknięcia i chwili zastanowienia. Turniej w Gdyni tylko to potwierdził, a 31-letni gracz dzięki temu zyskał rzeszę nowych wiernych fanów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>