Niepozorny bohater z Gloucester, kończymy 1. rundę MŚ

Do końca pierwszej rundy tegorocznego czempionatu pozostały zaledwie dwie sesje, które jednak wydają się być formalnością. Neil Robertson i Dominic Dale prowadzą ze swoimi rywalami 7-2 i niemal na pewno uzupełnią najlepszą szesnastkę MŚ 2014, która grę rozpocznie już za kilka minut.

W międzyczasie, choć wiele czasu wolnego nie ma, bo w Sheffield dzieje się ciągle coś przyciągającego uwagę, czytam przeróżne opinie na temat mistrzostw. Jedni je zachwalają, mówiąc że są całkiem udane, a na pewno znacznie lepsze niż te zeszłoroczne, które w zgodnej opinii obserwatorów uratował wyłącznie Ronnie O’Sullivan, a inni twierdzą, że najważniejsze zawody roku wypadają znacznie poniżej oczekiwań i oczekiwali czegoś dużo, dużo lepszego.

Trudno jednoznacznie stwierdzić kto ma rację. Z jednej strony, faktycznie, nie mamy jakiejś wybitnej gry z dużą ilością trzycyfrowych podejść (na ten moment zaledwie 16, z czego najwyższy, autorstwa Ricky’ego Waldena to zaledwie 137 punktów), która powalałby na kolana i swoim poziomem pasowałaby do rangi turnieju, ale z drugiej nie brakuje wyrównanych pojedynków (warto zauważyć, że aż dziesięć ukończonych już meczów kończyło się przynajmniej w siedemnastej partii) popisów taktycznych, ogromnych emocji, niezłej formy większości faworytów, a także kilku niespodzianek, które zawsze dodają smaczku całej rywalizacji.

W tej ostatniej kwestii zdecydowanie dominuje Michael Wasley. Młody Anglik, którego, przyznaję szczerze, wcześniej uważałem za typowego brytyjskiego przeciętniaka, zaprezentował w meczu z Ding Junhuiem wszystko to, co powinien mieć kompletny snookerzysta. 24-latek był zdeterminowany, aby osiągnąć sukces, opanowany do samego końca, mimo że patrzyły na niego setki osób, włącznie z wielkim faworytem w postaci utytułowanego Chińczyka i milionów kibiców wspierających swojego pupila oraz pewny swego, bo wiedział, że ma odpowiednie umiejętności, by właśnie w tym momencie sprawić sensację i osiągnąć najlepszy wynik w dotychczasowej, bardzo krótkiej karierze. A to nie koniec! W 1/8 finału zapewne Dale, czyli rywal jak najbardziej w zasięgu młodzieńca z Gloucester.

Michael Wasley

Michael Wasley

Poza tym, warto przypomnieć, że łatwego startu w życiu to ten chłopak nie miał, o czym można przeczytać w moim artykule dostępnym pod tym linkiem: http://www.eurosport.onet.pl/snooker/snookerowe-ms-rewelacja-pierwszej-rundy-o-swoich-poczatkach-i-rodzinnej-tragedii/p8s07

Ponadto, postawa dwóch „dziadków” – 43-letniego Alana McManusa i o rok starszego Kena Doherty’ego, którzy na dodatek zagrają w bezpośrednim w starciu o ćwierćfinał. Konia z rzędem temu, kto byłby w stanie przewidzieć, że Szkot lub Irlandczyk jeszcze kiedykolwiek staną przed szansą występu w najlepszej ósemce snookerowych mistrzostw globu. A owszem, tak się stanie. I to już za kilka dni. Przyznam, że z ciekawością obejrzę ten mecz, choć ci, którzy liczą tam na fajerwerki, raczej powinni wybrać wiosenny spacer.

Ostrzę sobie zęby także na starcia Murphy’ego z Fu, Robertsona (no, bo przecież awansuje) z Allenem i O’Sullivana z Perrym. Te dwa pierwsze mogą być zdecydowanie najbardziej efektownymi potyczkami drugiego etapu, z dużą ilością wysokich brejków i świetnej gry, a to trzecie… A to trzecie, według mnie, może zakończyć się tak niespodziewanie, jak pojedynek Dinga z Wasleyem.

* zdjęcie zamieszczone w artykule pochodzi z profilu facebookowego należącego do Monique Limbos

8 myśli nt. „Niepozorny bohater z Gloucester, kończymy 1. rundę MŚ

  1. ~Wiga

    Oj, musialbys mi oddac tego konia z rzedem… Czekam od lat na powrot Dohertego do czolowki swiatowej i nigdy nie przestalam watpic, ze to nie nastapi!

    Odpowiedz
    1. GP Autor wpisu

      No dobrze, dobrze, ale nawet jeżeli widziałeś Kena w drugiej rundzie, to przyznaj sam, zapewne w pojedynku z Higginsem, prawda? ;)

      Odpowiedz
      1. ~Wiga

        Widzialam a nie widzialem.
        Za Higginsem nie przepadam, wiec mialam nadzieje, ze przegra. Tym bardziej, ze ostatnio nie swieci forma, w przeciwienstwie do McManusa. Tak wiec ta para akurat wcale mnie nie dziwi.
        Ale rzeczywiscie jestem pod ogromnym wrazeniem, jezeli chodzi o Wasleya! … I szkoda mi Dinga.

        Odpowiedz
        1. GP Autor wpisu

          Mało kto obecnie przepada za Higginsem. Pewnie sporo osób miało nadzieję, że przegra. Ja akurat liczyłem na dobry turniej Szkota, bo pomimo całej otoczki z nim związanej dobrze widzieć go w MŚ w dobrej formie. Porównując formę Higginsa i McManusa, to wielkiej różnicy obecnie nie widać, to fakt, ale żeby Alan na tle Johna świecił formą to bym raczej nie powiedział. Wasley to oddzielna historia. Oby tylko nie skończył jak Jamie Jones. Pewnie pamiętasz takiego chłopaka, z MŚ 2012, który teraz tuła się gdzieś tam w otchłaniach rankingu.

          Odpowiedz
          1. ~Wiga

            Tylko nazwisko Jamie Jones kojarze (chyba musial zrobic na mnie wrazenie) ale zupelnie nie moge sobie przypomniec tej postaci. (Skleroza?)
            O Higginsie i McManusie napisalam ogolnie a nie koniecznie o aktualnej formie, tylko o tendencji ostatnich miesiecy. Moze powinnam raczej napisac: „McManus wychodzi z cienia a Higgins chowa sie w cien.” Co do Higginsa – nie lubilam go jeszcze przed ta afera ale doceniam go jako gracza. Z pewnoscia bedziemy mieli jeszcze mnostwo okazji widziec go w swietnej formie.

          2. GP Autor wpisu

            Świetny turniej grał wtedy Jones, ówczesny debiutant. W pierwszej rundzie ograł Murphy’ego, w drugiej Higginsona. Wasley jest teraz w niemal identycznej sytuacji. Na początek wielki faworyt, a potem typowy średniak (Dale). Co do Higginsa, oby, oby, bo to jednak wielki mistrz i przydałoby się znów zobaczyć jak gra na swoim najwyższym poziomie.

            PS Dziękuję za komentarze i zapraszam do częstych odwiedzin i konwersacji :)

  2. ~Wiga

    Dziekuje za zaproszenie ale pewnie nie bede zbyt czesto korzystala. :-(
    Na codzien raczej nie surfuje po internecie… MS w snookerze sa dla mnie jednak tak wielkim swietem, ze czytam to i owo, gdyz nie mam mozliwosci ogladac wszystkich spotkan w tv. Tak trafilam na twoj blog… Nie podobalo mi sie, ze ktos nie daje juz szans mojemu ulubionemu graczowi – dlatego odpisalam. A propo Kena… nie popisal sie niestety. Jednak momentami przypominalam sobie, za co go tak bardzo lubie. Nadal wiec czekam i wierze w jego powrot do czolowki swiatowej!
    Co do debiutantow – tak juz jest – przychodza i odchodza. Bylo ich zbyt wielu, by wszystkich spamietac (jestem fanka snookera od 1988. roku). Nawet nie pamietam poczatkow wszystkich aktualnych graczy, choc bylam przeciez ich swiatkiem (no moze oprocz Steva Davisa, ktory to wtedy byl juz mistrzem).

    Odpowiedz
    1. GP Autor wpisu

      Tak czy inaczej, w wolnej chwili zapraszam. Zawsze chętnie powymieniam się spostrzeżeniami :)
      Co do Kena, to wiele się nie pomyliłem. Z McManusem zagrał już znacznie słabiej niż z Binghamem, a gdyby rywalizował z kimś lepszym niż, było nie było, przeciętny Szkot to pewnie skończyłoby się jeszcze wyższą porażką.
      Debiutanci… szeroki temat. To prawda, że było ich bardzo wielu i pewnie większość przepadła gdzieś bez słowa. Oby podobnie nie było z Wasleyem, który zbiera potężne lanie od Dominica D.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>