Neil, musisz to zrobić! W oczekiwaniu na setkę „setek”

Znamy już najlepszą ósemkę tegorocznych mistrzostw świata. W gronie ćwierćfinalistów turnieju są Ronnie O’Sullivan, Neil Robertson, Mark Selby, Judd Trump, Barry Hawkins, Shaun Murphy, Dominic Dale i Alan McManus. To właśnie spośród wymienionych zawodników wyłoni się najlepszy snookerzysta globu 2014 roku.

Niespodzianki? Na pewno dwa ostatnie nazwiska, ponieważ w tym miejscu, przed rozpoczęciem zmagań w Crucible Theatre, widziano Ding Junhuia oraz Johna Higginsa lub Stuarta Binghama. Stało się jednak inaczej, dzięki czemu, w tak zaawansowanej fazie rywalizacji, mamy dwóch teoretycznych outsiderów.

Szkot gra jednak bardzo dobre zawody, a w pokonanym polu pozostawił wspomnianego Higginsa i Kena Doherty’ego. Poza tym, „Angles” ma za sobą całkiem niezły sezon. Warto przypomnieć, że to przecież właśnie on wyeliminował w Gdyni Robertsona powodując, że Australijczyk musiał zapomnieć o trzecim z rzędu triumfie na polskiej ziemi. Teraz, czas na Selby’ego i choć przygoda z czempionatem raczej się skończy to McManus, wspólnie ze swoimi szalonymi spodniami, może napsuć sporo krwi wielkiemu faworytowi.

W przypadku Dale’a sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Reprezentant Walii nie grał kompletnie nic, aż do pewnego weekendu, w którym rozegrano pokazowy Shoot Out. W najgłupszym, moim zdaniem, turnieju roku „Spaceman” okazał się bezkonkurencyjny i najprawdopodobniej uwierzył w siebie, bo potem prezentował się już naprawdę dobrze. W Sheffield nie miał jednak jeszcze żadnego ciężkiego meczu. Zarówno z Davisem bez formy i Wasleyem, który chyba w końcu poczuł presję, nie był ani przez moment zagrożony. Ciekawe, jak będzie z wymagającym Hawkinsem. Wicemistrz świata z zeszłego roku raczej na pewno postawi walijskiemu „szołmenowi” znacznie trudniejsze warunki.

To tyle o tych słabszych. Co do reszty, no cóż. Sami najlepsi. Ronnie’ego przedstawiać nie trzeba. Jego miejsce w ósemce było niemal tak pewne, jak obecność na trybunach kibica z Australii oraz kilku innych fanów, którzy co roku zasiadają w tych samych miejscach. Wspomniani Selby i Hawkins oraz Murphy, Robertson i Trump też nie dziwią, bo przed rozpoczeciem batalii o tytuł wymieniani byli w gronie głównych faworytów.

Mnie osobiście zaskakuje jednak bardzo kiepska gra Judda. A może nie tyle gra, co fakt, że pomimo tak słabej dyspozycji, Anglik wciąż w tych zawodach występuje. Duża w tym zasługa dotychczasowych rywali – Toma Forda i Ryana Daya. O ile jeszcze tego pierwszego jestem w stanie zrozumieć, bo to co najwyżej typowy średniak, o tyle Walijczyka już nie.

Nie rozumiem i już. Ma umiejętności, doświadczenie, potrafi budować wygrywające brejki. I co z tego, skoro nie ma kompletnie odporności psychicznej? Day odpadł z Trumpem jeszcze przed wyjściem na pierwszą sesję utwierdzając się w przekonaniu, że nie da rady. Nie potrafię w inny sposób wytłumaczyć przegrania trzech niemal wygranych frejmów, w tym jednego, w którym były wicemistrz świata potrzebował już snookera. Porażka. Totalna. A przecież tak fajnie wszystko wyglądało po nieoczekiwanym triumfie nad Stephenem Maguire’em.

Na koniec oczywiście o Robertsonie. 99 i… ciągle czekamy na tę wymarzoną, upragnioną „setkę”. Dwa ostatnie frejmy z Markiem Allenem oglądałem dokładnie w takim samym napięciu, jak każdy bardzo zaawansowany atak na brejka maksymalnego. To było coś niesamowitego. I to rozczarowanie – najpierw po czarnej, dość łatwej (na treningu na 100 prób pewnie wbija takich 97), a potem na czerwonej…

Reakcja Neila Robertsona po spudłowaniu czarnej na setną "setkę" w sezonie 2013/2014

Reakcja Neila Robertsona po spudłowaniu czarnej na setną „setkę” w sezonie 2013/2014

Jestem niemal pewny, że z Trumpem ten historyczny wyczyn będzie miał miejsce, ale szkoda, że nie stało się to już w poniedziałek. Dlaczego? Po pierwsze, Australijczyk miał wielką ochotę udowodnić coś brytyjskim komentatorom, po drugie, na stole obok nie był rozgrywany już żaden innych mecz, więc oglądała go cała sala, co oznacza, że owacje byłyby znacznie większe, niż te które najprawdopodobniej nas czekają, po trzecie, mecz z północnoirlandzkim oponentem był już niemal wygrany, a po czwarte, przeczuwam, że akurat w tamym momencie, Robertson po prostu wybuchnąłby ze szczęścia. We wtorek, w środku pierwszej lub drugiej sesji, gdy atmosfera będzie znacznie mniej napięta, aż tak żywiołowej reakcji może zabraknąć.

Oby jednak tak się nie stało. Bo to osiągnięcie zasługuje na to, żeby całe Crucible na stojąco biło brawo, a fenomenalny zdobywca stu „setek” w sezonie mógł w pełnej krasie celebrować swój niesamowity, niepowtarzalny i historyczny wyczyn.

* zdjęcie zamieszczone w artykule pochodzi z profilu facebookowego należącego do Monique Limbos

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>