Archiwa tagu: Mark Selby

Snookerowa pigułka, czyli najważniejsze wydarzenia 2014 roku

Kontynuując tradycję, podobnie jak dwanaście miesięcy temu, tak i teraz, postanowiłem wybrać pięć największych pozytywów i negatywów mijającego roku, jak również wyróżnić trzech najlepszych zawodników i trzy najbardziej interesujące pojedynki jakie mieliśmy okazję zobaczyć na przestrzeni ostatnich 365 dni.

Wszystko w telegraficznym skrócie i jak najbardziej subiektywnie. Nie ukrywam, że liczę na dołączenie do tej zabawy także Was – moich czytelników i fanów snookera. Chętnie przyjrzę się wyborom każdej osoby, która 2014 rok spędziła na emocjonowaniu się wydarzeniami związanymi z zielonym stołem i kilkoma kolorowymi kulkami.

Największe pozytywy 2014 roku

- Mistrzostwo świata dla Marka Selby’ego

Po tym wyborze pewnie posypią się słowa krytyki, ale sądzę, że wszyscy kibice oraz ludzie, którzy doceniają zawodnika z Leicester już się do tego przyzwyczaili. Mark Selby jest jaki jest i na pewno nigdy nie będzie wirtuozem snookera. Zapewne do końca kariery będzie kołysał się przy każdym trudniejszym zagraniu, a przez wielu będzie uważany za synonim nudnej, żmudnej i bardzo mało widowiskowej gry. Tylko co z tego? To właśnie on, ten „drewniany”, kołysający się i „zamulający” rzemieślnik był w stanie pokonać genialnego O’Sullivana w finale czempionatu i zdobyć coś, czego nikt już nigdy mu nie odbierze, czyli tytuł SNOOKEROWEGO MISTRZA ŚWIATA. Czytaj dalej

Opinia po finale, czyli ktoś tu, chyba, nie umie przegrywać…

Snookerowe mistrzostwa świata 2014 przeszły do historii. 5 maja, w finale najważniejszego turnieju roku, triumfował Mark Selby, który, ku zaskoczeniu niemal wszystkich, pokonał wielkiego faworyta całej imprezy, obrońcę tytułu, pięciokrotnego laureata tych zawodów, Ronnie’ego O’Sullivana.

Nie ukrywam, że jestem bardzo zadowolony z takiego rozstrzygnięcia, choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że pewnie znajduję się w zdecydowanej mniejszości. Trudno. Płakać z tego powodu nie zamierzam. Wręcz przeciwnie. A czemu się tak strasznie cieszę? Z trzech, zasadniczych powodów przytoczonych poniżej. Czytaj dalej

Ostatni akcent sezonu, „The Rocket” czy „Jester from Leicester”?

No i zrobił to. Neil Robertson wbił setną „setkę” w sezonie 2013/2014 w świetnym stylu eliminując Judda Trumpa. Dzięki temu, Australijczyk poczuł się już tak mocny, że zaczął mówić o… finale z Ronnie’em O’Sullivanem zapominając chyba, że wcześniej trzeba pokonać Marka Selby’ego. „The Jester from Leicester” uświadomił jednak byłego mistrza świata i to właśnie on zagra w 2014 roku o tytuł najlepszego snookerzysty globu.

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu taki skład finału zapowiadałby ogromne emocje. Selby to jeden z niewielu zawodników, który potrafił zagrać z O’Sullivanem bez większego strachu i respektu. Wręcz przeciwnie. W pewnym momencie to „Rakieta” zawsze zaczynał czuć presję i nie potrafił poradzić sobie z rywalem imponującym odpornością psychiczną i systematycznie dążącym do wyznaczonego celu. Czytaj dalej

Neil, musisz to zrobić! W oczekiwaniu na setkę „setek”

Znamy już najlepszą ósemkę tegorocznych mistrzostw świata. W gronie ćwierćfinalistów turnieju są Ronnie O’Sullivan, Neil Robertson, Mark Selby, Judd Trump, Barry Hawkins, Shaun Murphy, Dominic Dale i Alan McManus. To właśnie spośród wymienionych zawodników wyłoni się najlepszy snookerzysta globu 2014 roku.

Niespodzianki? Na pewno dwa ostatnie nazwiska, ponieważ w tym miejscu, przed rozpoczęciem zmagań w Crucible Theatre, widziano Ding Junhuia oraz Johna Higginsa lub Stuarta Binghama. Stało się jednak inaczej, dzięki czemu, w tak zaawansowanej fazie rywalizacji, mamy dwóch teoretycznych outsiderów. Czytaj dalej

Snookerowa pigułka, czyli najważniejsze wydarzenia 2013 roku

Koniec grudnia to jak zwykle czas wszelakich podsumowań, plebiscytów i klasyfikacji. Nie może tego zabraknąć także tutaj.

W swoich wyborach postanowiłem skupić się na określeniu pięciu największych pozytywów i negatywów ostatnich dwunastu miesięcy oraz wskazać trzech najlepszych graczy i trzy najciekawsze mecze kończącego się roku. Oczywiście, wszystko jak najbardziej subiektywnie.

Największe pozytywy 2013 roku

- Mistrzostwa świata i Champion of Champions dla Ronniego O’Sullivana

Jedni go lubią, inni nienawidzą. Podziwiają wszyscy. Nawet jeżeli zachowuje się jak ostatni gbur i specjalnie przegrywa mecz kwalifikacyjny z nisko sklasyfikowanym rywalem, czy po prostu nagle traci formę i odpada nieoczekiwanie z UKC. Podziwiają, bo mają za co. Nie ma sensu się specjalnie rozpisywać. Obrona mistrzostwa świata i to w tak znakomitym stylu, w wykonaniu człowieka, który nie grał w żadnych rankingowych zawodach przez kilkanaście miesięcy budzi szacunek. Bo budzić musi. To był bez wątpienia wyczyn na skalę światową i coś, czego chyba nikt już nigdy nie powtórzy, a jakby tego było mało „Rakieta” dołożył jeszcze triumf w prestiżowym Champion of Champions zdobywając tytuł „Mistrza Mistrzów”. Tytuł, który akurat temu zawodnikowi należy się zdecydowanie najbardziej. Czytaj dalej