Archiwa tagu: Neil Robertson

Snookerowa pigułka, czyli najważniejsze wydarzenia 2014 roku

Kontynuując tradycję, podobnie jak dwanaście miesięcy temu, tak i teraz, postanowiłem wybrać pięć największych pozytywów i negatywów mijającego roku, jak również wyróżnić trzech najlepszych zawodników i trzy najbardziej interesujące pojedynki jakie mieliśmy okazję zobaczyć na przestrzeni ostatnich 365 dni.

Wszystko w telegraficznym skrócie i jak najbardziej subiektywnie. Nie ukrywam, że liczę na dołączenie do tej zabawy także Was – moich czytelników i fanów snookera. Chętnie przyjrzę się wyborom każdej osoby, która 2014 rok spędziła na emocjonowaniu się wydarzeniami związanymi z zielonym stołem i kilkoma kolorowymi kulkami.

Największe pozytywy 2014 roku

- Mistrzostwo świata dla Marka Selby’ego

Po tym wyborze pewnie posypią się słowa krytyki, ale sądzę, że wszyscy kibice oraz ludzie, którzy doceniają zawodnika z Leicester już się do tego przyzwyczaili. Mark Selby jest jaki jest i na pewno nigdy nie będzie wirtuozem snookera. Zapewne do końca kariery będzie kołysał się przy każdym trudniejszym zagraniu, a przez wielu będzie uważany za synonim nudnej, żmudnej i bardzo mało widowiskowej gry. Tylko co z tego? To właśnie on, ten „drewniany”, kołysający się i „zamulający” rzemieślnik był w stanie pokonać genialnego O’Sullivana w finale czempionatu i zdobyć coś, czego nikt już nigdy mu nie odbierze, czyli tytuł SNOOKEROWEGO MISTRZA ŚWIATA. Czytaj dalej

Snooker w Australii? Pełen profesjonalizm!

Długo nie miałem czasu napisać tutaj czegoś konkretnego, tym bardziej, że snookerowy „sezon ogórkowy” nie nastraja do szczególnych wywodów na temat zielonego stołu i kilku kolorowych kulek… ale w końcu trzeba, a okazję do tego przysporzył turniej Australian Goldfields Open.

No właśnie. Osobiście uważam, że zawody w Bendigo biją na głowę imprezy chińskie. Owszem, u Chińczyków wszystko idzie w dobrym kierunku – coraz lepsza organizacja, wyższy poziom rozgrywek, mniej „przeszkadzajek” na trybunach i przede wszystkim rzesza utalentowanych zawodników, ale to nie jest to, co na Antypodach. Przynajmniej na tę chwilę. I mówię to, mimo że jakiś czas temu bardzo chwaliłem rozgrywki odbywające się w Państwie Środka. Czytaj dalej

Ostatni akcent sezonu, „The Rocket” czy „Jester from Leicester”?

No i zrobił to. Neil Robertson wbił setną „setkę” w sezonie 2013/2014 w świetnym stylu eliminując Judda Trumpa. Dzięki temu, Australijczyk poczuł się już tak mocny, że zaczął mówić o… finale z Ronnie’em O’Sullivanem zapominając chyba, że wcześniej trzeba pokonać Marka Selby’ego. „The Jester from Leicester” uświadomił jednak byłego mistrza świata i to właśnie on zagra w 2014 roku o tytuł najlepszego snookerzysty globu.

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu taki skład finału zapowiadałby ogromne emocje. Selby to jeden z niewielu zawodników, który potrafił zagrać z O’Sullivanem bez większego strachu i respektu. Wręcz przeciwnie. W pewnym momencie to „Rakieta” zawsze zaczynał czuć presję i nie potrafił poradzić sobie z rywalem imponującym odpornością psychiczną i systematycznie dążącym do wyznaczonego celu. Czytaj dalej

Neil, musisz to zrobić! W oczekiwaniu na setkę „setek”

Znamy już najlepszą ósemkę tegorocznych mistrzostw świata. W gronie ćwierćfinalistów turnieju są Ronnie O’Sullivan, Neil Robertson, Mark Selby, Judd Trump, Barry Hawkins, Shaun Murphy, Dominic Dale i Alan McManus. To właśnie spośród wymienionych zawodników wyłoni się najlepszy snookerzysta globu 2014 roku.

Niespodzianki? Na pewno dwa ostatnie nazwiska, ponieważ w tym miejscu, przed rozpoczęciem zmagań w Crucible Theatre, widziano Ding Junhuia oraz Johna Higginsa lub Stuarta Binghama. Stało się jednak inaczej, dzięki czemu, w tak zaawansowanej fazie rywalizacji, mamy dwóch teoretycznych outsiderów. Czytaj dalej

Setki czy zwycięstwa? Dylemat Neila Robertsona

Gdy w grudniu zeszłego roku Neil Robertson sięgał po pierwszy w karierze tytuł w prestiżowym UK Championship dający mu miejsce w nielicznym gronie zdobywców potrójnej korony wydawało się, że najbliższe miesiące będą należeć do niego. Zaledwie kilka tygodni później można z cała pewnością stwierdzić, że Australijczyk z rolą snookerowego dominatora sobie kompletnie nie poradził.

Po zmaganiach w Yorku były jeszcze rundy kwalifikacyjne German Masters i World Open. Tam, przeciętni rywale nie mogli być dla byłego mistrza świata żadną przeszkodą. Prawdziwy test czekał w londyńskim Mastersie. I jak się okazało był to test kompletnie oblany. Chwilę później równie słabo, ba, znacznie gorzej „Kangur” wypadł w berlińskim Tempodromie, gdzie upokorzył go Tian Pengfei znajdujący się w okolicach 60 miejsca listy rankingowej. Tej samej, na której on sam zajmuje pozycje lidera. Czytaj dalej